Nie w 80 dni dookoła świata, ale w 89 przez Australię. Taki cel obrał sobie 70-letni rowerzysta z Jaworzna, Ryszard Karkosz, który wraz z innymi polskimi cyklistami przemierza już od ponad 50 dni wschodnie i część południowego wybrzeża tego kontynentu. Relację z podróży zamieszcza regularnie na swoim Facebooku. W kraju kangurów i misiów koala rozkwitła już wiosna. Od kilku dni pogoda jednak nie rozpieszcza cyklistów. Ciągle pada. Mimo to Polacy nie tracą wigoru.

– W naszej wyprawie bierze udział sześć osób. Razem ze mną podróżują też dwaj rowerzyści z Warszawy, Marek Bąk i Stanisław Nowosielski, bytomianin Mieczysław Więcko, mieszkający w Piasecznie Grzegorz Taperek i bełchatowianin Stanisław Walicki. Rozpiętość wieku od 60 do 74 lat – stwierdza Ryszard Karkosz. – Wieści z eskapady śledzi wielu internautów. Dziękujemy za wsparcie wszystkim, którzy „żyją” naszą wyprawą i w komentarzach do relacji wspierają nas i udzielają na, cennych podpowiedzi. Na przykład jeden z facebookowiczów w komentarzu do jednej z ostatnich relacji zasugerował nam, by korzystać z norweskiej aplikacji pogodowej yr.no, która jest bardzo dokładna. Oczywiście pobraliśmy tę aplikację i rzeczywiście jest bardzo pomocna – przyznaje jaworznianin.

Na rowerze przez świat

Ryszard Karkosz to jaworznianin, który na rowerze zwiedził już wiele krajów na całym świecie. Kilkukrotnie uczestniczył też w dalekich, międzynarodowych eskapadach, których celem było dotarcie jednośladem na Igrzyska Olimpijskie. Za każdym razem trasa prowadziła z miasta, w którym odbywała się poprzednia olimpiada. Meta wyprawy znajdowała się natomiast w miejscowości, w której aktualnie miały odbyć się sportowe zmagania.

Rowerzysta z Jaworzna podróżował w ten sposób już czterokrotnie. Po raz pierwszy w Olimpijskiej Wyprawie Rowerowej, organizowanej przez Stowarzyszenie Podróżników Crotos z Warszawy i Litewską Fundację Great Millennium Peace Ride, wziął udział w 2008 roku i jechał z Olimpii do Pekinu. W 2012 roku wyruszył z Pekinu na olimpiadę do Londynu. Pokonał wtedy około 13 tys. km i jechał przez Chiny, Koreę Południową, Japonię, USA, Irlandię, Walię i Anglię. W kolejnej eskapadzie uczestniczył w 2016 roku (wtedy cykliści podróżowali z Londynu do Rio de Janeiro). Niestety jej nie ukończył przez problemy ze zdrowiem i musiał przerwać podróż na granicy brazylijsko-wenezuelskiej.

Natomiast dwa lata temu, gdy międzynarodowa ekipa jechała z Rio de Janeiro do Tokio, jaworznianin planował uczestniczyć tylko w etapie południowoamerykańskim. Do Tokio się nie wybierał, ponieważ Japonię zwiedził podczas innej wyprawy. Trasa w Ameryce Południowej miała wieść z Brazylii przez Paragwaj, Boliwię, Argentynę i Chile, gdzie inni uczestnicy rowerowej podróży mieli opuścić kontynent i polecieć na Hawaje, a stamtąd do Japonii. Podróżników zahamowała jednak pandemia. I to jeszcze w czasie, gdy pokonywali brazylijski etap.

Wybuch światowej epidemii sprawił, że Brazylia zamknęła swoje granice, zarówno zewnętrzne, jak i te między poszczególnymi stanami. Rowerzyści musieli więc przerwać eskapadę i czym prędzej wrócić do swoich krajów.

W tym roku jaworznianin znów „kręci” kilometry z dala od domu. Ma nabić ich na licznik ponad 8 tysięcy.

„Kręcenie” i zwiedzanie

Rowerzyści z Polski rozpoczęli podróż 1 września. Do Australii lecieli z dwiema przesiadkami. Dotarli tam 3 września. Z Melbourne polecieli jeszcze samolotem do Cairns, gdzie przesiedli się na rowery. – Tego dnia spaliśmy w namiotach, w gospodarstwie australijskiego małżeństwa, które udzieliło nam gościny. Mieliśmy urokliwe miejsce – niedużą łączkę między dwoma stawami. 6 namiotów zmieściło się bez problemu – wspomina pan Ryszard. – Gospodarze ostrzegli nas przed krokodylami i wężami. W nocy jeden z kolegów usłyszał podejrzane odgłosy w pobliskich szuwarach. Okazało się, że to nie groźny krokodyl, tylko poczciwa gąska gospodarzy, zwabiona naszym chrapaniem, przypłynęła z wizytą – relacjonuje.

Pierwszym dniem, który Polacy w całości spędzili na rowerach, był 5 września. Pokonali wtedy 125 km z Edmonton do Innisfail. W niektórych miastach spędzili nawet po kilka dni, zwiedzając je. Tak było np. w Brisbane. – To miasto, które za 10 lat gościć będzie sportowców z całego świata podczas XXXV Letnich Igrzysk Olimpijskich. Przygotowania już się zaczęły. Widać to na każdym kroku, po niezliczonej ilości budów, a wisienką na torcie ma być metro – podkreśla jaworznicki podróżnik.

Podobnie było w innych większych miastach Australii. Pan Ryszard szczególnie cieszył się z pobytu w Sydney. Marzył o tym od wielu lat. – Zobaczyć Sydney to było moje marzenie. W domu, w laptopie, mam zakładkę – „kamery świata”. Ileż ja razy podglądałem widok na słynny most i operę w Sydney? W końcu to wszystko zobaczyłem na własne oczy – relacjonuje. – Pierwsze wrażenie z miasta jak najbardziej pozytywne. Las wieżowców, wiele parków, całe dzielnice akademickie i ten most, wizytówka Sydney. Spędziliśmy tam 4,5 dnia – wspomina.

Za sobą rowerzyści mają też zwiedzanie m.in. Wielkiej Rafy Koralowej, australijskiej stolicy, Canberry, czy wyprawę na zbocza Góry Kościuszki. Obecnie kierują się do Melbourne.

Byli sąsiadami, poznali się w Sydney

W czasie podróży przeżywają liczne przygody. Niestety, nie brakuje też awarii. Jednak z każdą radzą sobie wspólnymi siłami. Nocują w miejskich parkach lub przy kościołach, przy których jest dostęp do prądu, wody i toalety. Niekiedy zdarza się im spać w hotelu lub w innym miejscu, udostępnionym im przez mieszkańców. Na swojej drodze spotykają bowiem wielu przyjaznych ludzi, w tym również osoby polskiego pochodzenia – w Sydney pan Ryszard poznał np. pochodzącą z Jaworzna panią Katarzynę. – Tego, co się wydarzyło w Sydney, nie można traktować inaczej niż w kategorii cudu. Podczas spaceru spotkaliśmy kilka rodzin Polaków, a jedną z nich było małżeństwo, pan Wiesław i pani Katarzyna, która, jak się okazało, urodziła się w Jaworznie i chodziła do Szkoły Podstawowej nr 17, niedaleko mojego domu. Mało tego, jej tata pracował w kopalni Komuna Paryska, z którą ja byłem związany przez całe życie zawodowe – podkreśla pan Ryszard. – Obecnie mieszkają z mężem w Newcastle i do Sydney przyjechali na weekend. Oczywiście nie obyło się bez wspólnej fotki z flagą naszego miasta na tle opery – zaznacza.

Swoją wielką australijską wyprawę Polacy planują zakończyć 28 listopada. Co ciekawe, czterech z nich nie goli się od początku podróży i zapewne, pod jej koniec, ich brody będą już pokaźne. – Coraz bardziej zaczynamy przypominać legendarny zespół muzyczny ZZ Top i w parkach trudno odróżnić nas od miejscowych kloszardów – żartuje jaworznianin.

Anna Zielonka-Hałczyńska

Zaskakujące spotkanie Ryszarda Karkosza z jaworznianką i jej mężem w Sydney | fot. Archiwum Ryszarda Karkosza