Kuba Badach, wokalista zespołu Poluzjanci. Od czterech lat przyjeżdża do Jaworzna, żeby poprowadzić najlepsze warsztaty muzyczne w kraju, Poluzone. Zamieniliśmy parę zdań z artystą po finałowym koncercie tegorocznych warsztatów.

Za wami tydzień ciężkiej pracy podczas tych czwartych już warsztatów. Czy faktycznie jest tak, że ci, którzy przyjeżdżają tu w niedzielę, w kolejną sobotę, są zupełnie odmienieni?

Nie wiem, na ile te zmiany są głębokie. Mogę tylko odnieść się do tego, co widzę i co słyszę w kontekście założeń, które sobie ustaliliśmy z chłopakami z mojego zespołu, z Poluzjantami. Chcemy się podzielić wiedzą dotyczącą pracy w zespole. Nie bycia świetnym solistą, ale bycia bardzo sprawnym elementem tego genialnego muzycznego zegarka, jakim jest zespół. Wystartowaliśmy cztery lata temu, wtedy jeszcze szukaliśmy formuły i te początki nie przynosiły tak wspaniałych efektów jak to, co się wydarzyło dwa lata, rok temu i w tym roku. Nie wiem, czy to są zmiany, które sięgają też w psychikę, ale jeśli chodzi o warstwę wykonawczą, komunikowanie się w zespole i bardzo skuteczną pracę na scenie i poza sceną, to jestem pod ogromnym wrażeniem. Wydaje mi się, że dowozimy te nasze założenia w stu procentach, bo jest ogromna różnica i wielki progres pomiędzy pierwszym dniem a ostatnim. Oni po prostu zasuwają jak mrówki, są chłonni wiedzy i inteligentni. Wyciągają wnioski i z dnia na dzień jest coraz lepiej. To jest niesamowite, że spotykają się ludzie, którzy się widzą pierwszy raz w życiu i pierwszy raz w życiu ze sobą grają. Pierwszego dnia ten mechanizm jeszcze nie działa, a po pięciu dniach niektóre wykony są absolutnie światowe. To jest bardzo wysoki poziom i jestem naprawdę bardzo dumny z tego, co się udało osiągnąć. I potwornie zmęczony. Codzienna praca od 9.00 rano do 3.00 w nocy. Cały czas odpowiadamy na pytania, nawet jak idziemy na jam session, to jest niekończący się wykład. Zmęczenie jest straszne, ale satysfakcja ogromna.

Rozmawialiśmy dwa lata temu o tym, że organizacyjnie też wygląda to bardzo dobrze. Uczestnicy tegorocznych warsztatów mówią, że z roku na rok wygląda to coraz lepiej. Macie podobne odczucia?

Tak. Basia Janyga i Romek Jońca robią tutaj kolosalną robotę. Dla mnie to jest niepojęte, że dwójka ludzi potrafi zmobilizować wokół siebie tyle osób do tego, żeby zorganizować przedsięwzięcie na tak dużą skalę. Ogarnięcie ponad stu osób tak, żeby zapewnić im tak dobre warunki do pracy, to nie jest łatwa sprawa. Ale z pomocą przychodzą nam: biblioteka, Jazz Club i muzeum, a nasza siedziba w Teatrze Sztuk jest absolutnie genialna. Proszę sobie wyobrazić pracę w tych temperaturach w pomieszczeniu bez klimatyzacji. W teatrze jest klima. Ona biedna ledwo dawała radę, ale nasze priorytety były chyba tak silne, że nikt nie myślał o przeciwnościach. Organizacja jest świetna. Pojawiły się w tym roku kolejne wyzwania, ponieważ rośnie liczba uczestników, więc cały czas musimy to dostosowywać. Ale jesteśmy zachwyceni tym, jak to jest zrobione. I uczestnicy chyba też, i słuchacze również.

A propos słuchaczy. Oni już was na pewno uwielbiają. Czy w przyszłym roku też będziemy mogli się zobaczyć w Jaworznie?

Mam taką nadzieję. Kalendarz mamy potwornie napięty i zapełniony, ale już po tej edycji nie wyobrażam sobie, że nie miałoby nas tu być w następnym roku. Szczególnie, że obchodzilibyśmy mały jubileusz, pięciolecie. Zatem chyba wypadałoby przyjechać. Najlepszą odpowiedź dali nam dziś uczestnicy na spotkaniu podsumowującym. Powiedzieli, że usłyszeli tutaj rzeczy, których nie dowiedzieli się nigdzie indziej. Nie jesteśmy nauczycielami, jesteśmy sprawnymi muzykami, którzy od wielu lat bardzo mocno działają na polskim rynku muzycznym i znają to wszystko od kuchni. Jedyne co robimy, to dzielimy się wiedzą, której nie ma w książkach. To doświadczenie, które zbiera się podczas kilkudziesięciu lat pracy na scenie i poza sceną. I tak, to są patenty, które sprawiają, że muzyk robi się skuteczny i inni chcą z nim pracować, bo zaczyna nabierać tych cech, które są wartościowe w późniejszym zawodowym życiu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Dawid Litka