Nadszedł czas, aby wrócić na Jamajkę i ponownie wziąć udział w Wielkim Wyścigu organizowanym na cześć Henrego Morgana – korsarza mianowanego gubernatorem wyspy, który zamiast wypędzić, zaprosił towarzyszy broni, aby ci w spokoju cieszyli się swoim pirackim życiem.

Jamajka gdańskiego wydawnictwa Rebel wciąż cieszy się dużym zainteresowaniem wśród początkujących graczy oraz podczas spotkań rodzinnych. To głównie zaleta prostych zasad i dynamicznej akcji – w końcu gracze biorą udział w wyścigu, w trakcie którego mogą grabić ładownie przeciwników i zdobywać skarby z pirackich kryjówek. Tym razem jednak dostajemy dodatek, dzięki któremu denerwujące opłaty w portach zamieniają się na bardzo przydatne bonusy.

Dla przypomnienia – jak wygląda rozgrywka w podstawową wersję? Po przygotowaniu planszy i wybraniu swoich kapitanów, każdy z graczy dobiera po trzy karty przypisane do korsarzy – teraz wystarczy wybrać pierwszego gracza i można zacząć rozgrywkę. Przebieg rundy można zawrzeć w czterech krokach. Najpierw pierwszy gracz rzuca dwiema kośćmi i decyduje, która z nich odpowiada za ruch poranny, a która za ruch wieczorny – kości obowiązują wszystkich graczy. Następnie każdy wybiera kartę z ręki i wykonuje akcję poranną i wieczorną według wskazań na kościach. Kiedy wszyscy wykonają swoje akcje, każdy z graczy dobiera nową kartę, a znacznik pierwszego gracza przekazywany jest dalej. Całość powtarza się, dopóki jeden z graczy nie wpłynie do Port Royal – wtedy następuje podliczenie punktów. Niby banalne, ale radość z rozgrywki kryje się w wykonywanych akcjach, ruchu okrętami i oczywiście walką na morzu.

Co zatem do rozgrywki wprowadza dodatek? W pudełku znajdziemy dwadzieścia płytek z załogantami, dwanaście nowych kart skarbów, planszę tawerny i buteleczkę rumu. Samo pudełko i wypraska są tylko do zabezpieczenia zawartości, ponieważ całość zmieści się w podstawce prawie idealnie, ale najpierw trochę o rozgrywce.

Podczas przygotowania należy zastąpić dwanaście kart skarbów kartami z dodatku, potasować płytki z załogantami i umieścić je na planszy tawerny obok planszy głównej – pozostaje tylko ustawić butelkę rumu na wejściu do tawerny i można zacząć grać. Od teraz za każdym razem, gdy gracz wpłynie do portu i wpłaci pełną kwotę, będzie mógł zwerbować jednego załoganta. Werbować można jedynie tych, którzy siedzą przy butelce. Po dodaniu załoganta do ładowni, odkrywamy w tawernie płytki z sąsiednich stolików, ale aby zwerbować nowych korsarzy należy przesunąć w ich pobliże rum. Koszt przesunięcia butelki o jedno pole wynosi dokładnie jeden galeon. Czy załoganci są aż tak przydatni? Poza punktami na koniec gry, każdy z nich ma indywidualną zdolność – od zmiany wyników rzutu kośćmi czy zmianach w ruchu okrętem, po zmiany w sposobie uiszczania opłat oraz możliwości zabrania skarbu z sąsiedniego pola. Ciekawą postacią jest Król, który nic nie potrafi, ale daje 9 punktów na koniec lub odejmuje 3 punkty, jeśli nie ukończyło się rozgrywki na pierwszym miejscu. Inną postacią wartą zwerbowania jest Kalipso – mając tę postać i trzy przeklęte amulety, możemy natychmiast wygrać grę!

Jamajka: Załoga wprowadziła dużo więcej strategii do dość prostej gry, co może ucieszyć graczy ceniących sobie trochę bardziej skomplikowane gry. Teraz to już nie tylko liczenie pól, ale i analiza różnych możliwości, wynikających z indywidualnych zdolności. Jeżeli chodzi o jakość elementów, to bardzo ładnie prezentuje się butelka rumu, kartony z żetonami są grube, a karty powlekane. Jedynie plansza budziła na początku moje zastrzeżenia – jest z cienkiego, powlekanego papieru zamiast kartonu. Szybko jednak zmieniłem zdanie, kiedy przyszło do schowania gry – przy obecnym insercie, tylko taka plansza tawerny daje możliwość upchnięcia wszystkiego w jednym pudełku. Kiedy tawerna jest złożona tylko na pół, wieczko może lekko odstawać po dopakowaniu instrukcji.

Czy warto zatem dokupić rozszerzenie do Jamajki? Warto, ponieważ znacznie urozmaica ono rozgrywkę, a nie zmienia diametralnie zasad – po prostu jedno pole zamiast tylko pobierać opłaty, daje możliwość pozyskania cennego załoganta. Tak, więc… wszyscy na pokład!

Radosław Kałuża | @harcmepel