Jaworznianin Patryk Tomera w 13 dni 8 godzin 11 minut przeszedł 520 kilometrów Głównym Szlakiem Beskidzkim. Maszerował razem z kolegą. Średnio pokonywali 37 kilometrów dziennie. Zrobili to dla chorego chłopca, Jakuba Nowakowskiego, który cierpi na artrogrypozę. Kubuś urodził się z wytrzewieniem jelit i z wrodzoną sztywnością stawów kończyn górnych. Swój pierwszy miesiąc życia spędził w szpitalu.

Górska pasja

Przygodę z górami pan Patryk rozpoczął już w dzieciństwie od wycieczek z rodzicami. – Często wyjeżdżaliśmy w Tatry oraz Beskidy na wakacje lub na jednodniowe wycieczki. Pierwszym istotnym osiągnięciem było zejście z Kasprowego Wierchu, gdy miałem 5 lat. Odkąd pamiętam, uwielbiam górskie przygody i wędrówki, jednak dopiero od kilku lat mam możliwość realizować się i spełniać w tej dziedzinie – opowiada Patryk Tomera.

Momentem, w którym zrozumiał, że góry to jego największa pasja, był zimowy wyjazd do Zakopanego. Poczuł wtedy, że oprócz niesamowitych przeżyć na szlakach podoba mu się też to, co nieodłącznie wiąże się z wędrówkami. – Nawiązywanie relacji z innymi turystami, a nawet sam proces planowania wycieczek. Wtedy też postanowiłem, że muszę zadbać o odpowiedni ubiór i ekwipunek na każdą porę roku. Od tego czasu jeżdżę w góry regularnie – wspomina jaworznianin.

Podróżnik stara się łączyć pasję z codziennym życiem. W lipcu skończył studia, które też związane były z podróżowaniem. Patryk Tomera jest absolwentem turystyki historycznej, a jego praca dyplomowa dotyczyła architektury podhalańskiej, a konkretnie stylu zakopiańskiego, dlatego wyjazdy w góry, zwłaszcza w Tatry, były wręcz konieczne, by zgromadzić odpowiednie materiały. – Dodatkowo każdą wolną chwilę poświęcam na wędrówki po górach, bo pozwalają mi one oderwać się od rzeczywistości i biegu życia codziennego. Swoją przyszłość wiążę oczywiście z szeroko rozumianą turystyką. Tym samym mam nadzieję, że moja praca zawodowa pozwoli realizować się w pasji – mówi jaworznianin.

Przygotowania do wyprawy

Piesza wyprawa Głównym Szlakiem Beskidzkim zaczęła się 11 września i trwała 2 tygodnie, ale poprzedzały ją odpowiednie przygotowania.

– Przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego jest dużym wysiłkiem i jednocześnie ogromną przyjemnością. Nie baliśmy się o kondycję. Regularnie jeździmy na jednodniowe wycieczki górskie, biegamy, jeździmy na rowerze, a czasem również pływamy – opowiada jaworznianin.

Najważniejsza część przygotowań trwała od czerwca do września. Wówczas piechurzy regularnie chodzili po Beskidach, organizując weekendowe wypady, aby przyzwyczaić organizm do codziennego intensywnego wysiłku. Musieli pamiętać o odpowiedniej regeneracji, aby nie przypłacić wysiłku poważniejszą kontuzją.

Przygotowania dotyczyły nie tylko troski o kondycję. Istotne było opracowanie trasy. Mapy, przewodniki, a także różnego rodzaju blogi podróżnicze, poradniki czy grupa sympatyków Głównego Szlaku Beskidzkiego na Facebooku okazały się niezwykle ważne w przypadku planowania noclegów, przerw obiadowych czy zrobienia drobnych zakupów spożywczych. Ostatecznie opracowany został plan wędrówki na każdy dzień, jednak piechurzy nie narzucali sobie presji, aby go koniecznie zrealizować.

Swoją podróż zaczęli od strony bieszczadzkiej. Trasa wiodła przez osiem regionów polskich gór. Przeszli Bieszczady, Beskid Niski, Pogórze Bukowskie, Beskid Sądecki, Gorce, Pogórze Orawsko-Jordanowskie, Beskid Żywiecki, Beskid Śląski.

Góry zachwycają

– Każdy z tych regionów przyniósł inne przygody, inne krajobrazy, inne wyzwania. W Bieszczadach byłem pierwszy raz w życiu. Zachwyciły mnie tam dzikość oraz urzekające jesienne widoki. Nigdy nie zapomnę zachodu słońca na Połoninie Caryńskiej oraz wschodu na Połoninie Wetlińskiej. Beskid Niski oraz Pogórze Bukowskie zaskoczyły mnie absolutnymi pustkami na szlakach, a także gęstymi, pięknymi lasami. Pozostałe regiony znam znacznie lepiej. Nie oznacza to jednak, że nie zrobiły na mnie wrażenia czy nie stanowiły wyzwania – wspomina jaworznianin.

Na trasie spać trzeba było w przeróżnych warunkach. Były noclegi w stodole na sianie, w bacówkach, schroniskach, na terenach agroturystycznych. Zdarzyło się też odzyskiwać siły w apartamentach. Pogoda nie do końca sprzyjała. Przeważały dni chłodne i mroźne. Gdzieniegdzie nawet padał śnieg. Na stopach pojawiały się odciski. Zdarzały się chwile zwątpienia.

– Dobór odpowiedniej odzieży oraz ekwipunku jest istotnym elementem niemal każdej większej wyprawy. Nie zabraliśmy ze sobą sprzętu zimowego, gdyż pierwszy tydzień zapowiadał się jeszcze dość ciepły i słoneczny, a w drugim byliśmy bliżej większych miast. Pojawiały się momenty kryzysowe, gdy nasilał się ból, jednak udało się pokonać wszelkie słabości. Najważniejszy był dobór odpowiedniego plecaka, zwłaszcza przy moich problemach z plecami. Długo szukałem odpowiedniego modelu, który pozwoliłby odciążać ramiona, opierając ciężar na innych częściach tułowia – opowiada pan Patryk.

Patryk Tomera dokonał wręcz niemożliwego | fot. Archiwum prywatne

Chwile zwątpienia

Mimo kondycyjnej zaprawy i dobrego przygotowania, na trasie nie brakowało chwil, gdy pojawiały się myśli, by jednak odpuścić. – Przytrafiły się nam dwa większe kryzysy. Piątego dnia wyprawy mój współtowarzysz miał ogromne problemy w okolicy ścięgien Achillesa. Ten dzień zmęczył nas psychicznie. Następnego dnia ból stał się mniejszy, a my przeszliśmy ponad 50 kilometrów po bardzo wyczerpującym terenie. Siódmego dnia kryzys dopadł mnie. Pogoda zmieniła się diametralnie. Ochłodziło się o kilkanaście stopni i cały dzień padał deszcz.

Przemokłem i zmarzłem tak, że docierając do Mochnaczki Niżnej byłem o krok od zejścia ze szlaku. Nie miałem siły, by iść, brakowało mi energii. Sytuacja była o tyle trudna, że tego dnia przez blisko 3 godziny musieliśmy przekraczać potoki, które przy ulewie zamieniały się w rwące rzeki – mówi Patryk Tomera.

Na szczęście po krótkim postoju w Mochnaczce Niżnej, gdzie gospodyni zaoferowała piechurom gorącą herbatę, siły wróciły. Sytuację uratował też ostatni względnie suchy zestaw odzieży i świadomość celu. – Chciałem przejść ten szlak dla Kubusia, który cierpi i potrzebuje pomocy. Krótka mowa motywacyjna i wielkie serce gospodyni, która przyjęła nas do środka, abyśmy ogrzali się i nieco wysuszyli, pozwoliły nam dojść do schroniska na Jaworzynie Krynickiej – wspomina jaworznianin.

Wyprawa to nie tylko wsparcie dla chorego chłopca, ale też spełnienie górskich marzeń. Mimo świeżych wspomnień o trudach, jaworznianin już planuje kolejne wyprawy. – Główny Szlak Beskidzki był największym z moich dotychczasowych marzeń o długodystansowych szlakach górskich. Udało się je spełnić, jednak w planach są kolejne wyprawy. Zimą lub wiosną chciałbym zmierzyć się z Małym Szlakiem Beskidzkim. Następnie zamierzam przejść Główny Szlak Karpacki oraz Główny Szlak Sudecki. Marzą mi się również wyprawy w inne góry. Nie ukrywam, że oprócz szlaków długodystansowych chciałbym zdobyć również kilka szczytów poza Polską – wylicza pan Patryk.

Można pomóc

Zbiórka na rzecz chorego Kuby trwa cały czas. Chłopiec wymaga stałego leczenia, na które konieczne są spore nakłady finansowe. Jego rehabilitację można wesprzeć dzięki Fundacji Pomost Nadziei: https://pomost-nadziei.pl/jakub-nowakowski/.

Natalia Czeleń

Wędrowcy napotykali na swojej drodze piękne widoki | fot. Archiwum prywatne