Zakończyła się kolejna edycja jaworznickiego programu WF na 100%. Bardzo pożytecznego i odnoszącego coraz większe sukcesy.

Chodzi o to, żeby dzieciaki z podstawówek nie zwalniały się bezpodstawnie (a podstawą nie jest fakt, że komuś się nie chce) z zajęć wychowania fizycznego. Bo im częściej się zwalniają, tym bardziej chorują, są coraz grubsze i gamoniowate. To jasne. Na koniec każdej z edycji sumowana jest frekwencja uczniów na lekcjach wuefu we wszystkich szkołach, biorących udział w programie (w tym roku rekordowe 14 podstawówek). Placówka, która ma najwyższy wynik, rzecz jasna, wygrywa. Jest wielki puchar, są fejm i radość.

Radość jeszcze większa przyjdzie za kilkanaście lat, kiedy osoby, które nie bały się spocić na wuefie będą cieszyły się dużo lepszym zdrowiem, niż ich nieruchawi koledzy. Oczywiście każdego może kiedyś dopaść choroba biurowo-samochodowa (zwana czasami lustrzycą) i w końcu pojawić się problem z wiązaniem sznurówek. Ale jeśli ktoś nie pokłócił się w wieku pacholęcym z trampkami, będzie mu łatwiej w dorosłym życiu odzyskać sprawność.

W każdym razie, kiedy usłyszałem pierwszy raz o programie WF na 100% pomyślałem, że to jakiś absurd. Dzieciaki trzeba pucharami i innymi łapówkami zachęcać do pojawienia się na sali gimnastycznej? Przecież w szkole wuef był zawsze ulubioną lekcją. Fakt, czasami przez całe zajęcia biegało się po betonowym boisku “na kilometr”, a nasz pan wuefista lubił przywalić po nogach skakanką, ale to w ogólnym rozrachunku i tak było lepsze, niż siedzenie na chemii i słuchanie o kwasach.

Nie miałem problemów z nauką, ale na miłość boską, wolałem zamiast chemii granie w piłkę. Tymczasem przyszły po cichu te nowe, trochę dziwne czasy, w których dzieci potrzebują zachęty do założenia tenisówek.
Jak jednak nie kombinować, to tych “nowych czasów” nie cofniemy. Trzeba się dostosować. I w tym momencie programy, jak WF na 100% są na wagę złota. Zwłaszcza, że przynoszą świetne rezultaty. Pojawia się tylko pytanie: Gdzie podziewają się szkoły, które do tej pory nie zgłosiły się do akcji?

Tekst: Dawid Litka