Jaworznianin Piotr Miazga ma nietypowe hobby. Zdarzało mu się ozdobić mchem nawet całą ścianę mieszkania, bowiem zdaniem Piotra odpowiednia aranżacja wnętrza ma niebagatelny wpływ na nasze samopoczucie i przyjemność, jaką czerpiemy z przebywania w takich miejscach. W wolnych chwilach jaworznianin relaksuje się, tworząc „lasy w słoiku” i dekoracje wystroju wnętrz z mchu.

Po raz pierwszy zobaczył las w słoiku w internecie jakieś trzy lata temu.

Bardzo spodobała mi się ta forma. Ma w sobie sporo uroku. Z jednej strony cechuje ją naturalność, a z drugiej strony jest to jednak nasza inwencja twórcza i sami decydujemy, gdzie i co posadzić, jaki będzie końcowy efekt. Podjąłem próby wykonania pierwszych „lasów”. Kupiłem wtedy trzy słoiki do kiszenia ogórków, jakiegoś iglaka i całkiem przypadkowe rośliny. I tak to się zaczęło. Dodam, że ich żywotność była bardzo krótka. To mnie jednak nie zniechęciło i zacząłem po prostu zgłębiać wiedzę na ten temat. Dzięki temu kolejne próby zakończyły się znacznie lepszymi rezultatami – wspomina pan Piotr.

Po jakimś czasie prób jaworznianin natrafił na mech chrobotek, który tak naprawdę jest porostem. Żywią się nim renifery i jest pozyskiwany głównie na terenie Skandynawii, ale występuje również w naszym kraju. – Wtedy właśnie zamarzyłem, żeby mieć taką zieloną ścianę u siebie w domu. Kiedy sprawdziłem cenę tej rośliny, to trochę mnie zamurowało. Zacząłem jednak przygodę z roślinami stabilizowanymi, która trwa do dziś – wspomina pan Piotr.

W Polsce zakazane jest zrywanie mchu z lasu, ponieważ jest on pod ochroną. Dlatego autor instalacji kupuje mech w hurtowniach, posiadających odpowiednie pozwolenia i certyfikaty. Do swoich kompozycji wykorzystuje mech chrobotek, mech poduszkowy i płaski. Różnorodność odcieni i struktury pozwala na oryginalną aranżację każdego wnętrza.

Do wykonania lasów w słoiku używam żywych roślin różnych gatunków i szklanych naczyń w różnych rozmiarach, od gąsiorów po winie, szklanych cylindrów wysokości 50 cm po malutkie słoiki wysokości 15 cm – zdradza autor pięknych instalacji.

Obrazy z mchem świetnie prezentują się w mieszkaniu pana Piotra | fot. Archiwum prywatne

Jego zdaniem rośliny stabilizowane nie wymagają pielęgnacji, nie trzeba ich podlewać, nawilżać, przycinać i nie potrzebują światła ani nie rosną. Co ważne nie przyciągają kurzu i nie powodują alergii. Dlatego idealnie nadają się do ciemnych pomieszczeń i są doskonałym rozwiązaniem dla osób niemających ręki do kwiatów. – Lasy w słoiku są mniej lub bardziej wymagające w zależności od zastosowanych sadzonek i stylu, w którym zostaną urządzone. Czasem stawiam na kawałek lasu, czasem na rajską wyspę. Wszystko zależy od pomysłu i okazji. Każda osoba, która dostanie taki słoik, otrzymuje instrukcje obsługi, a w razie pytań jestem do dyspozycji – opowiada jaworznianin.

Pan Piotr stara się, żeby każda jego praca była na swój sposób oryginalna. Nie powtarza motywów wykorzystanych już wcześniej. Do obrazków używa ramek, które sam wykonuje, albo znajduje w różnych miejscach i poddaje renowacji. – To też sprawia mi dużo frajdy, moim sąsiadom zdecydowanie mniej – żartuje hobbysta.

Na przygotowanie jednego obrazka poświęca od kilku do kilkunastu godzin. Czasem zdarzy mu się zarwać noce. Przygotowanie całej ściany z mchu to już wyzwanie na dłuższy czas i może zająć nawet kilka tygodni. – Sam proces planowania, a później tworzenia i efekt końcowy sprawiają, że ta pasja zostanie ze mną na długo. Czerpię z niej dużo satysfakcji, a fakt, że to jeszcze podoba się obdarowanej osobie i cieszy oko innych, daje radość i motywuje do dalszej pracy. Ogranicza nas tylko wyobraźnia i budżet – mówi Piotr Miazga.

Jaworznianin bardzo chętnie prezentuje efekty swojej inwencji twórczej w mediach społecznościowych. Na Facebooku i Instagramie na profilach pod nazwą „Mechocentryk” (www.instagram.com/mechocentryk i www.facebook.com/search/top?q=mechocentryk) możemy podziwiać, jak pasja pana Piotra ewoluowała na przestrzeni tych 3 lat przygody z roślinami stabilizowanymi.

Natalia Czeleń

Ozdobienie całej ściany mchem było nie lada wyzwaniem | fot. Archiwum prywatne