Z Kamilem Graczkiem, jaworznickim cyklistą, który w listopadzie przeszedł przeszczep nerki, a w czerwcu wystartował w 10. Rajdzie Dla Transplantacji, rozmawiamy o tej rowerowej wyprawie.

Ukończyłeś 10. Rajd Dla Transplantacji pod hasłem „Podziel się sobą”. Opowiesz nam o tym wyzwaniu?

Rajd rozpoczął się w poniedziałek, 3 czerwca, a jego ukończenie zajęło nam 6 dni. Do przejechania mieliśmy 450 km z Gdańska do Warszawy. Jechaliśmy peletonem na rowerach górskich, z sakwami, przez Starogard Gdański, Owidz, Grudziądz, Brodnicę, Sierpc i Cieksyn. W rzeczywistości przejechaliśmy jednak 500 km, bo na trasie odwiedzaliśmy szkoły, w których prowadziliśmy prelekcje na temat transplantologii.

Kto wziął udział w wyzwaniu?

W rajdzie wystartowało kilkanaście osób, ale tylko sześć go ukończyło. Nie spodziewałem się tego, ale na trasie najlepiej radziły sobie osoby po przeszczepach. Podczas rajdu poznałem też mamę, której córka kilkanaście lat temu przeszła transplantację serca. Dziewczynka miała wtedy 2 lata i była to druga w Polsce operacja u tak małego dziecka. W peletonie jechał też Sławek, który 17 lat temu przeszedł transplantację serca.

Czy któryś z odcinków sprawiał szczególne trudności?

Chyba etap z Gdańska do Starogardu Gdańskiego. Kilku kolegów brało udział w jeździe tylko na tym odcinku i narzucali nam większe tempo. My musieliśmy natomiast rozłożyć siły na kilka dni. Średnio pokonywaliśmy od 65 do 95 km dziennie. Na trasie z Grudziądza do Brodnicy mieliśmy problemy ze znalezieniem miejsca, w którym można byłoby zjeść obiad, ale w połowie trasy otrzymaliśmy telefon z informacją, że miasto Brodnica załatwi nam posiłek i nie musimy się o nic martwić. To był bardzo miły gest.

Jak się czułeś podczas rajdu?

Wiele źródeł podaje, że pacjent po przeszczepie narządu z czasem wraca do formy sprzed zabiegu. Ja natomiast zauważyłem u siebie poprawę siły i formy. Jest zdecydowanie lepiej. Poza tym ten rajd był bardzo spokojny. Przede wszystkim nie padał deszcz. Poza tym podczas rajdu jechaliśmy równym tempem. Starałem się dyscyplinować grupę, bo miał to być rajd w konkretnym celu, a nie wyścig. Wyprzedzanie i zostawianie kolegów daleko z tyłu byłoby nie w porządku.

Organizatorem rajdu była Fundacja im. Bartka Kruczkowskiego „ORGANIŚCI”, z którą współpracowałeś jeszcze przed swoją operacją. Promowałeś temat transplantologii także wśród jaworznian. Czy nadal będziesz to robił?

Tak, fundacja bardzo mi pomogła w wielu momentach na mojej drodze po zdrowie. Jej misją jest upowszechnianie wiedzy o transplantacji i prawie dotyczącym dawstwa organów. Transplantologia jest często najskuteczniejszym sposobem na przywrócenie zdrowia. Dlatego uważam, że powinno się o tym mówić głośno. Niestety, statystyki pokazują, że bardziej prawdopodobne jest to, że staniemy się biorcami niż dawcami organów. Tak się stało m.in. w moim przypadku. Chciałem zostać dawcą, a niedługo później sam czekałem na przeszczep. Dlatego będę wspierał działania fundacji w miarę swoich możliwości. Świadectwo osób po przeszczepach, biorących udział w  takich wyzwaniach sportowych, jest nie do przecenienia. Czasem osoby zdrowe nie są w stanie pokonać takich dystansów na rowerze.

Jak długo dochodziłeś do siebie po operacji?

Dwa tygodnie przebywałem w szpitalu. Musiałem przyzwyczaić się do nowych leków, które zapobiegają odrzuceniu przeszczepionego organu. Zanim nerka zaczęła przyzwoicie pracować, minęło około trzech miesięcy. W międzyczasie próbowałem wrócić do formy przez krótkie spacery, które szybko mnie męczyły. Kiedy poczułem się lepiej, zacząłem jeździć na domowym trenażerze rowerowym, a już w lutym ruszyłem na rowerze w teren. Po ponad pół roku od transplantacji mogę powiedzieć, że była to naprawdę bardzo dobra decyzja. Stopniowo wracam do normalności, a jest to możliwe tylko dzięki rodzinie dawcy, która podjęła wyjątkowo trudną decyzję o przekazaniu mi organów swojego bliskiego.

Co się zmieniło w Twoim życiu po transplantacji?

Życie z dializami było niekomfortowe i stresujące. W moim przypadku jedna dializa trwała 4,5 godziny, a byłem dializowany trzy razy w tygodniu. Teraz, bez dializ, mam więcej czasu dla siebie. Żyjąc na dializach, musiałem bardzo restrykcyjnie podchodzić do tego, co jem czy piję. Teraz utrzymuję umiarkowaną dietę i już nie muszę się przejmować bilansem wypijanych płynów. Jestem pod stałą kontrolą lekarzy i czuję się bardzo dobrze.

Wystartowałeś też w XIX Ogólnopolskich Igrzyskach dla Osób po Transplantacji i Dializowanych, które odbyły się w Lublinie…

Impreza była zorganizowana przez Polskie Stowarzyszenie Sportu po Transplantacji, którego jestem członkiem od kwietnia tego roku. Jest to największa tego typu impreza sportowa w Polsce, w której udział biorą ludzie po transplantacji oraz dializowani. Był to mój debiut w tego typu wyzwaniach i jestem bardzo zadowolony z wyniku. Przywiozłem złoty i srebrny medal. Złoto zdobyłem w chodzie sportowym na dystansie 5 km. Spróbowałem swoich sił w kilku innych konkurencjach, ale ponieważ na co dzień trenuję dyscypliny wytrzymałościowe, a nie siłowe, to zgodnie z moimi przewidywaniami rzut kulą czy oszczepem nie poszedł mi najlepiej. Srebrny medal zdobyłem za rzut piłką palantową.

Jakie masz plany na przyszłość?

Chciałbym wystartować w Tour de Pologne Amatorów w Karpaczu.

Dziękuję za rozmowę.

Natalia Czeleń

Jazda na rowerze to wielka pasja Kamila | fot. Materiały prywatne

Zobacz także: