Jeździ na rowerze, skacze na skakance, jest bramkarzem reprezentacji Polski. To wyczyn, zwłaszcza że osiągnięty przez kogoś, kto nie ma jednej ręki.

19-letni jaworznianin, Igor Woźniak, urodził się z wadą kończyny górnej powyżej przedramienia. Mimo braku prawej ręki nie użala się nad sobą, nie stosuje żadnej taryfy ulgowej i robi to, co każdy jego rówieśnik, realizując swoje pasje, cele.

Jest bramkarzem w klubie Wisła Kraków oraz w reprezentacji Polski w amp futbolu. Trenuje jak każdy bramkarz, ale musi w to wkładać dużo więcej pracy. – Jest trudniej, ale wychodzę z założenia, że nasza dyscyplina jest najpiękniejszą odmianą piłki nożnej. Trzeba stosować różne techniki. Sprawia to ogromną satysfakcję, zwłaszcza gdy się obroni piłkę stroną, tą bez ręki – mówi Igor Woźniak.

Sportowe początki

Sport dla Igora był zawsze ważny. Za namową taty, już jako siedmiolatek, trafił do klubu ju-jitsu i ćwiczył pod okiem Łukasza Proksy. Trenował przez 8 lat, rywalizując z pełnosprawnymi zawodnikami. Brał udział w mistrzostwach Śląska, Polski w judo i ju-jitsu. Zdobył też tytuł wicemistrza Śląska w 2012 roku. – Trener wymagał ode mnie jak od każdego zawodnika, nawet, jeśli dawałem sobie z czymś radę, wymagał jeszcze więcej. Nie poddawałem się, twardo trenowałem. Wychodzę z założenia, że im jest trudniej, tym później w życiu będzie mi łatwiej. Muszę się bowiem mierzyć z różnymi przeciwnościami losu, a w ju-jitsu musiałem znaleźć różne techniki, aby pokonać przeciwnika – przyznaje Igor.

Nie stosował wobec siebie żadnej taryfy ulgowej, chociaż spotykał się z komentarzami, zaskoczeniem, jak to możliwe, że tak sobie radzi. – Podczas pewnego konkursu sędzia nie chciał dopuścić mnie do zawodów ze względu na brak ręki. Chyba nie był przekonany, że mogę walczyć jak każdy. Dopiero po interwencji mojego dziadka zgodził się. Po zawodach podszedł do mnie i przeprosił. Był pod wrażeniem moich umiejętności – wspomina jaworznianin.

Jujitsu ukształtowało w nim hart ducha, upór. Dzięki temu ucierał schematy, pokazywał innym, że można pokonać słabości i udowodnił sobie, że mimo niepełnosprawności może wiele osiągnąć.

Wsparcie rodziny

Rodzice chcieli, aby chodził do normalnego przedszkola, normalnej szkoły. Od początku uczyli go radzenia sobie z przeciwnościami losu, samodzielności. Jak sam twierdzi, ma szczęście, bo w życiu spotykał mądrych i dobrych ludzi. Niepełnosprawność nie przeszkadzała mu, aby zjednywać sobie przyjaciół. Nawet jeśli wzbudzał zainteresowanie, nie wstydził się tego, że nie ma ręki, ma do tego dystans. – Nie użalam się nad swoim losem. Tak naprawdę często zapominam, że nie mam tej ręki. Po tylu latach znalazłem taki sposób na życie, że brak ręki mi nie przeszkadza. Szczerze, gdybym miał teraz wybrać życie z ręką lub bez ręki, powiedziałabym, że zostaję przy tym, co mam. Brak ręki nie uważam za słabość, dysfunkcję, ale za dar. Nauczyłem się walczyć z własnymi słabościami, poznałem wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłem tyle świata, że za żadne skarby tego bym nie zmienił – wylicza Igor.

Rodzice, dziadkowie – wszyscy byli i są ogromnym wsparciem dla Igora, kibicowali mu – zawody, mecze, wspólne wycieczki rowerowe. – Od początku było wiadome, że Igor będzie zajmował się sportem. W wyborze sztuk walki przeważał szacunek dla trenera, budowanie samodyscypliny. Razem z mężem uczymy go odpowiedzialności za słowa, samozaparcia, aby umiał ponieść konsekwencje za swoje czyny. Oczywiście, że baliśmy się o niego, do dzisiaj towarzyszą nam takie troski. Ale poczucie własnej skuteczności, sprawczość i budowanie postaw, które pomogą mu w życiu, to jedyne, co mogliśmy zrobić. Głaskanie go, wyręczanie w wielu zadaniach byłoby jeszcze większym kalectwem dla niego – przyznaje Anna Wożniak, mama Igora.

Sznurowanie butów

Jak przyznaje Igor, do rozwiązania pewnych problemów musiał dochodzić sam, nie miał innego wyboru. Tak było np. ze sznurowaniem butów. Czynność niby banalna, ale dla niego przysłowiowy Mount Everest. – Ćwiczyłem, ćwiczyłem, szukałem sposobu, jak zawiązać sznurówkę jedną ręką. Po wielu próbach i błędach znalazłem sposób i byłem z siebie bardzo dumny – wyjaśnia Igor. – W ogóle to chylę czoła przed moimi rodzicami, dziękuję im za cierpliwość. Gdy mama przychodziła po mnie do przedszkola, czekała do ostatniej chwili, aż sam się ubiorę. Bywało tak, że wychodziliśmy ostatni, ale z biegiem czasu dochodziłem do takiej sprawności, że ubierałem się pierwszy – dodaje.

Sznurowanie butów, jazda na rowerze czy skakanie na skakance – tych czynności nauczył się Igor dzięki samozaparciu i oczywiście wsparciu rodziny. – Tutaj cierpliwością wykazywał się mój mąż. Igor nieraz denerwował się, jak mu coś nie wychodziło, dawaliśmy mu wtedy więcej przestrzeni, nie naciskaliśmy. Kwestia adaptacji nowych czynności wymaga od niego uporu, większej pracy. Musieliśmy być twardzi, ale i mądrzy, żeby nie przegiąć i nie podnosić za bardzo poprzeczki – mówi mama Igora.

Piłka nożna

Piłka nożna zawsze siedziała mu w głowie, ale przypadek zarządził o jego dalszym losie. Złamany podczas treningu lewy obojczyk z przemieszczeniem. Ręka w gipsie, potem operacja. To był dla niego ciężki czas, bo jedyna ręka została unieruchomiona. Wówczas postanowił znaleźć coś, co zastąpi sztuki walki. – Pojechałem na trening LKS Ciężkowianka Jaworzno i zacząłem grać jako środkowy obrońca – przez około 2 lata. Ale szukałem innego wyzwania. Mama pokazała mi artykuł o piłkarzach trenujących amp futbol, to było po mistrzostwach naszej reprezentacji w Kaliningradzie – wyjaśnia młody jaworznianin.

Razem z rodzicami szukał najbliższego klubu, w którym mógłby trenować. I tak trafił do klubu Husaria Kraków i został bramkarzem. W amp futbolu osoby po amputacji bądź z wadą kończyny górnej mogą być na bramce, a bez kończyny dolnej mogą być zawodnikami w polu. Treningi wyglądały jak w normalnym klubie piłkarskim, ale intensywność i dobór ćwiczeń był dostosowany do osób niepełnosprawnych. – Było dużo biegania, ćwiczeń stabilizacyjnych, wytrzymałościowych. To był dla nas taki rodzaj rehabilitacji, która kształtuje naszą fizyczność, motorykę – mówi Igor.

Igor Woźniak na boisku | fot. Archiwum prywatne

W 2016 roku został powołany do kadry narodowej, to były przymiarki do mistrzostw Europy w Turcji. Przygotowywał się, jednak ze względu na młody wiek, nie pojechał na mistrzostwa, ale od tej pory jest powoływany regularnie. Pierwszy swój mecz zagrał z Irlandią. – Nie wpuściłem żadnej piłki, więc sukces – uśmiecha się. Co jest najtrudniejszego w byciu bramkarzem? – Bramkarz musi mieć mocną psychikę, być pewnym siebie, na siebie musi liczyć. Jest to wyjątkowa i sprawiająca bardzo dużo radości „fucha”, ale też często dołująca i niewdzięczna – twierdzi.

Trenowanie młodych piłkarzy

Igor jest tegorocznym maturzystą. Uczył się w liceum mistrzostwa sportowego w Krakowie. Wybiera się na studia, myśli o psychologii sportu i chce pracować jako trener bramkarski. Ma licencję trenera w szkółce bramkarskiej i obecnie jest trenerem w Clepardii Kraków. Ma poważne i skonkretyzowane plany na przyszłość i na pewno się nie podda. – Dojeżdżanie do szkoły i na treningi w pewnym sensie mnie zahartowały. To było wyzwanie, ale ja lubię wyzwania. Chociaż nieraz miałem chwile zwątpienia, nie poddawałem się. Ile razy ktoś upadnie, tyle razy będzie musiał powstać. Im mniej upadków, tym łatwiej się wstaje. Starałem się mieć jak najmniej upadków, aby nie być poobijanym, aby pozytywnie patrzeć na życie – uważa Igor.

Klub, reprezentacja narodowa, praca jako trener – Igor dużo osiągnął w życiu dzięki swojemu uporowi, pracy, ale też dzięki wsparciu rodziny. – Rodzice zawsze mi powtarzają, że są ze mnie dumni, im też nie było lekko, nie byli psychicznie przygotowani na takie dziecko, ale mama zawsze mówiła, że dam radę. Spełniałem się dla rodziców, dziadków i w pewnym stopniu dziękuję im za to, co dla mnie zrobili, że pokładali we mnie nadzieję – dodaje.

Ewa Szpak

Igora Woźniaka spotkaliśmy na jaworznickim Rynku | fot. Ewa Szpak