Ostatnio śni mi się coraz więcej kolorowych, zakręconych snów. Może nie takie, jakie miałem, gdy brałem środki wspomagające rzucenie palenia, bo wtedy w snach byłem sprawny niczym Spiderman, a przygody przeżywałem na poziomie Indiany Jonesa, ale jednak sny są kolorowe, intensywne i o poranku mam wrażenie, że wszystko miało miejsce naprawdę. Pocieszyła mnie jednakże koleżanka, że to pewnie starość i łupie mnie w kościach, bo musi. To bardziej prawdopodobne.

Niedawno śniło mi się, że od mojej nieżyjącej już od 12 lat babci wymuszał haracz dwumetrowy ciemnoskóry osobnik, cały ubrany na zielono. Zieloną miał też twarz, pomalowaną chyba, wyglądał niczym szalony pasikonik. Rzecz działa się w Los Angeles w latach 80., ulice były pełne samochodów z tamtej epoki, ludzie nie rozmawiali przez telefony komórkowe i całe życie koncentrowało się przed wejściami do domów. Oczywiście przy drodze królowały ciągnące się po horyzont klasyczne dla zachodniego wybrzeża USA okazałe palmy. Ciemnoskóry nawiedzał nas w domu, chciałem mu się przeciwstawić, ale po spojrzeniu w górę, zrezygnowałem. Próbowałem się jeszcze wykłócić (bandzior mówił poprawną polszczyzną), ale jedynie uzyskałem prolongatę połowy długu do dnia następnego, co mi pasowało, bo wtedy już miałem być w samolocie lecącym do Polski. A w Polsce wiadomo – nikt się ciemnoskórych nie obawia, bo ich nie ma. Już przed snem nie będę pił tej herbaty, którą mi koleżanka przywiozła w prezencie z wojaży po Dalekim Wschodzie.

Pewna “poprawność polityczna”, która króluje w USA, dotarła też do Polski. O ile lata rasizmu i niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych spowodowały, że biali po prostu boją się być posądzeni o dalsze nierówne traktowanie społeczności ciemnoskórej, to nasze media klasycznie poszukały w tym wszystkim wycinka, który można było rozdmuchać w przestrzeni publicznej. Ktoś stworzył nieprawdziwą informację, jakoby Rada Języka Polskiego wskazała słowo “Murzyn” jako niewłaściwe do stosowania w naszym języku. Ta sama rada, ale już naprawdę, oświadczyła, że nie było takiego pomysłu i że: Należy stanowczo podkreślić, że Rada Języka Polskiego nie ma kompetencji, by zakazywać używania jakiegokolwiek słowa lub wyrażenia, ani też by nakazywać posługiwania się jakimkolwiek wyrazem.

Drugim fejkiem w podobnym stylu była informacja, jakoby firma produkująca ciasto wycofała swój produkt “Murzynek”, a także zakazano sprzedaży książek z wierszami Juliana Tuwima, bo przecież napisał kultowego “Murzynka Bambo”. I te informacje były nieprawdziwe, zresztą kto teraz czyta wiersze Tuwima. Kto w ogóle czyta? Bo że każdy lubi zjeść “murzynka”, to wiadomo, sam przepadam za takowym. Oczywiście to, co piszę, ma wymiar żartobliwy, ale amerykańska fobia staje się tak daleko idąca, że nawet produkcje stricte historyczne, opowiadające o epoce wiktoriańskiej, są naszpikowane ciemnoskórymi księżniczkami i damami dworu. Tu akurat ewidentnie kogoś ponosi. Nawet internauci głośno się zastanawiali, czy debiutująca w amerykańskim serwisie filmowym animacja, na podstawie komiksowej dumy narodowej “Kajko i Kokosz”, też nie przyniesie zmian w wyglądzie słowiańskich wojów. Na szczęście tak się nie stało, ale poczekajmy na drugą serię, czy nic się nie zmieni.

I jak to zwykle bywa, najlepiej zachować umiar we wszystkim, ale tak to już jest z Amerykanami, że kochają skrajności. Chociaż, jak popatrzeć na Polaków i jak jesteśmy podzieleni poglądami…

A na koniec, jak już zacząłem od haraczu i wymuszenia: niedawno obiegła media informacja o dziadku, który odebrał z przedszkola nie swojego wnuka, zabrał do domu, tam nakarmił i włączył bajki. Komentarze były jednoznaczne – że dziadek pierdoła, głupek i stary niedojda. Nikt nie wziął jednak pod uwagę, że za tym wszystkim stała zorganizowana grupa przedszkolaków – przestępców, którzy unowocześnionym systemem “na wnuczka” plądrują lodówki obcych dziadków i babć. No chyba że uczestniczy w tym jeszcze lobby “madek i tatełów”, chcący w ten sprytny
sposób uzyskać korzyść majątkową i jednocześnie rozszerzyć dietę “bombelków”. Ja to bym mu pewnie tego “murzynka” upiekł, no i zaparzył tej azjatyckiej herbaty, którą mi koleżanka przywiozła, niech sobie dzieciak popróbuje życia…

Tekst: Wojciech P. Knapik