Niektórzy trzymają na swojej posesji samochody osobowe, inni motocykle, jeszcze inni skutery. Jaworznianin, Włodzimierz Guja, „zaparkował” na podwórku… odrzutową TS-11 Iskrę.

Ponad 11-metrowy samolot szkoleniowy, o numerze 311, stoi od roku na jednej z posesji w Dąbrowie Narodowej. Na razie jest bez skrzydeł, ale gdy tylko jego właściciel zrobi więcej miejsca przed swoim domem (ma zamiar zburzyć jedną z przybudówek), wrócą one na swoje miejsce.

Iskra to jedyny typ odrzutowca, który Polakom pozwolili produkować Sowieci. Do dziś jest uznawany za jeden z najlepszych samolotów tego typu. Takich, szkoleniowo-treningowych, odrzutowców wyprodukowano około 420. Produkcja trwała w latach 1964-1987. To na nim piloci uczyli się latania maszynami z napędem odrzutowym – opowiada pan Włodzimierz. – Od dawna chciałem stać się właścicielem takiej iskry. Po wielu staraniach w końcu mi się to udało – wspomina.

Jaworznianin jest miłośnikiem lotnictwa. O samolotach wie naprawdę dużo. Tworzy też ich makiety w modelarni lotniczej SieLata na Osiedlu Stałym. I kocha latanie. Swego czasu nieraz wybierał się na podniebne wycieczki, co prawda nie iskrą, tylko paralotnią.

Niestety miałem poważny wypadek. Ale latanie wciąż mnie fascynuje. Całkiem niedawno leciałem jako pasażer awionetką Cessna 150 – stwierdza.

Na pomysł zdobycia iskry wpadł po tym, gdy, goszcząc u kuzynki w Niemczech, obejrzał w telewizji program o mężczyźnie, który kupił taki samolot od któregoś z polskich muzeów. Niemiec nabył odrzutowiec za 15 tys. euro. – Dla niego były to pewnie małe pieniądze. Ja nie mógłbym sobie pozwolić na taki wydatek. Ale tamta iskra była wręcz doskonała. Srebrna, z szachownicami, z podwoziem. Jak to się mówi, po prostu wypasiona – opowiada z przejęciem pan Włodzimierz. – Było mi bardzo żal, że ta iskra wyjechała za granicę. Uważam bowiem, że polska myśl techniczna, dzieło Tadeusza Sołtyka, nie powinna opuszczać naszego kraju – zaznacza.

Gdy pan Włodzimierz wrócił z Niemiec do domu, rozpoczął poszukiwania innego egzemplarza polskiego odrzutowca. O pomoc poprosił wnuka swojego brata, który też jest modelarzem. Pomogli internauci. – Jakiś Anglik zrobił zdjęcie takiego samolotu dronem i wrzucił je do sieci – wspomina pan Włodzimierz.

Jaworznianie zaczęli szukać informacji, do kogo należy odrzutowiec. Okazało się, że iskra znajduje się w jednej z mniejszych miejscowości pod białoruską granicą, a jej właścicielem jest emerytowany pracownik zakładów w Mielcu. Mężczyzna, przechodząc na emeryturę, kupił maszynę w przystępnej cenie. Ustawił ją na łące nieopodal swojego domu. Iskra stała tam przez wiele lat.

Pan Włodzimierz skontaktował się z byłym pracownikiem mieleckiej fabryki telefonicznie i wyjaśnił, że jest modelarzem. Przez pewien czas tylko rozmawiali o zaletach odrzutowca. Po pewnym czasie właściciel iskry zapytał w końcu jaworznianina, co on tak naprawdę od niego chce. Modelarz przyznał się, że bardzo chciałby odkupić samolot… jak to się mówi, nie za miliony.

Udało się! Właściciel odrzutowca planował bowiem przeprowadzkę do bloków. Szkoda mu więc było zostawiać iskrę na pastwę losu.

Przed panem Włodzimierzem stanęło kolejne, trudne zadanie, tym razem logistyczne. Bo jak tu przewieźć taką maszynę przez pół Polski? Transport odbył się w niedzielę. Jaworznianin wynajął dźwig na polskim starze, lawetę i ciągnik. Skrzydła były przewożone osobno.

W ten sposób w czerwcu tamtego roku iskra znalazła się w Jaworznie. – Maszyna nie ma silnika, brakuje w niej też kilku urządzeń, np. jednego zegarka, ale jestem w stanie je skompletować. Chcę ją odnowić i ustawić przed domem, na miejscu starego budynku, który planuję zburzyć – podkreśla. – Mój odrzutowiec jest już dobrze znany w dzielnicy. Na początku przychodziły do mnie istne tłumy. Każdy chciał zobaczyć na własne oczy, jak wygląda iskra – opowiada jaworznianin i dodaje, że takim samolotem nie może poszczycić nawet słynne Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej. – Oni iskry nie mają, a ja mam. Więc jeśli ktoś będzie chciał zobaczyć ją w pełnej krasie, to myślę, że za około dwa lata skończę ją odnawiać – uśmiecha się pan Włodzimierz.

Anna Zielonka-Hałczyńska

Włodzimierz Guja przy swojej iskrze | fot. Anna Zielonka-Hałczyńska